MARCEL – Nasza Historia, może być historia każdego.

Nie ma być to kolejna historia do płakania, czy zrobienia z siebie bohaterów, ponieważ ta historia dopiero się zaczyna i ma swoich bohaterów i absolutnie nie jesteśmy nimi ani ja, ani mój mąż! Nie ma być to szukanie współczucia czy litości, ale informacja PONIEWAŻ TO MOŻE SPOTKAĆ KAŻDEGO Z NAS.
Zacznę od tego, że spodziewaliśmy się dziecka, oczywiście cała ciąże dbaliśmy o siebie i o maleństwo, zrobiliśmy serie badań (usg, badania genetyczne, itp), wszystkie badania były kontrolowane i zlecane przez jednych z najlepszych lekarzy w Łodzi. Domyślacie się zapewne jakie było Nasze zdziwienie, gdy Nasz maluszek urodził się chory. Wyrok jaki otrzymaliśmy od lekarzy „zespół wad genetycznych” – ale jak to ?! skoro seria badan,które zrobiliśmy wykazała że Nasz synek jest zdrowy. Odpowiedź lekarzy była również szybka – jest to mutacja przypadkowa, jeden gen zupełnie, niezależnie zmutował się w późnym stadium ciąży do tego jest to bardzo rzadka sytuacja takich maluchów rodzi się 1 na 200 000, z czego nie ma dwóch identycznych przypadków . – Tej mutacji/wady nie wykazałyby żadne badania, to mogło przydarzyć się każdemu.
W tym miejscu zaczyna się nasza historia. Marcel urodził się 5 tygodni przed terminem 29.08.2017, do tego ma przedwczesny zrost szwów i zrośnięte paluszki. Nasza reakcja była jak mi się wydaje standardowa – płacz, żal, strach i milion pytań „dlaczego my? Co dalej?”.Ciężko było Nam się oswoić z sytuacją w jakiej postawiło Nas życie. W tym miejscu wielkie brawa dla mojego męża, który stanął na wysokości zadania i gdy Nasze maleństwo walczyło o swoje życie na intensywnej terapii, ponieważ 4 godziny po przyjściu na świat stracił oddech i był intubowany, był wsparciem dla mnie dochodzącej do siebie po cesarskim cięciu i dla Marcelka, który po przyjściu na świat został już wystawiony na próbę i musiał udowodnić światu że chce żyć! Przekopaliśmy cały internet w poszukiwaniu podobnych przypadków, w poszukiwaniu lekarzy i pomocy dla Marcela. Nasze przerażenie wzrastało z każdym przeczytanym artykułem i blogiem, wiedzieliśmy że czeka Naszego Synka szereg operacji, wielu rodziców z podobnymi problemami decydowało się na operacje za granicą, koszty tych operacji przewyższały nasze najśmielsze oczekiwania. Jednak znaleźliśmy lekarzy w Polsce, którzy operują takie chore dzieci. Mój mąż nawiązał kontakt z jednym z lekarzy ze szpitala w Olsztynie, który bez zbędnych pytań i ceregieli kazał Nam przywieść Marcela jak tylko zostanie wypisany z ICZMP w Łodzi. Marcelka wypisano po 4 tygodniach po porodzie, kiedy już nikt nie miał wątpliwości że jest małym wojownikiem, a jego wola życia przeogromna. W sobotę 23.09 Marcel został wypisany ze szpitala w Łodzi, a już 25.09 w poniedziałek byliśmy przyjęci na oddział do dr Dowgierda. Ze wstępnych rozmów Marcel miał pojawić się na kilka dni na badania. Jednak plany bardzo radykalnie uległy zmianie Marcel był operowany już 29.09 w piątek (dokładnie w dzień kiedy kończył miesiąc swojego życia) specjalnie do niego przyjechał lekarz z Katowic dr Larysz, który jak się okazało uratował życie naszemu Synkowi. Lekarze w ICZMP w Łodzi stwierdzili, że nic nie zagraża życiu Naszego Maluszka i nie ma co spieszyć się z operacją, że oni zoperują mu główkę (przetną szwy)dopiero jak skończy 8 miesięcy, lekarze w Olsztynie powiedzieli że bez tej operacji Nasz Marcelek przeżyje parę tygodni. Dzisiaj Marcel jest tydzień po operacji, choć nadal w szpitalu pomału przygotowujemy się do pójścia do domku i pełnej regeneracji przed następnymi operacjami, bo trochę ich jeszcze przed Naszym Małym Bohaterem oraz Naszymi Dużymi Bohaterami Lekarzami i Cała Załogą z Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala w Olsztynie.

Aktualnie Marcel był 14 razy na bloku operacyjnym z czego 9 z Profesorem Laryszem.